|
Archiwum
Zakładki:
Przeczytane książki
Tu zaglądam - blogi literackie
Wyzwania czytelnicze
|
Impresje... chwile fotograficznie utrwalone
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Agnieszka Frączek "Jeśli bocian nie przyleci, czyli skąd się biorą dzieci"
"Jeśli bocian nie przyleci... to niewielka książka, która mówi o sprawach wielkich i najważniejszych dla każdego człowieka. To poetycka opowieść o miłości, która czasem zjawia się niespodzianie, a czasem trzeba jej długo i mozolnie szukać. O smutku, nadziei i wielkim szczęściu, kiedy wreszcie uda się spotkać dwojgu Dorosłym i Dziecku. Mam nadzieję, że ta książka napisana pięknym i zabawnym wierszem, z ilustracjami w klimacie Chagalla, będzie dla Czytelników inspiracją dla ważnych i dobrych rozmów." (Merlin.pl) Ta piękna książeczka jest dla mnie źródłem wciąż powracających wzruszeń. Napisana uroczym i prostym wierszem historia o tym, jak rodzice nie mogli się doczekać bociana z dzieciątkiem i w końcu wyruszyli, by odnaleźć je zupełnie gdzie indziej :) To jedna z tych wspaniałych książek o adopcji, które mogą pomóc rodzicom wyjaśnić dziecku ten temat. Mnie zachwyciła zupełnie. Nie mogę się powstrzymać, by nie zacytować mojego ulubionego fragmentu: "Nic w tym nie ma niezwykłego! Może tylko prócz jednego - kiedy widzę gdzieś bociany, to przytulam się do mamy... I z uśmiechem myślę o tym, że choć przez bocianie psoty nigdy mnie nie miała w brzuszku, wciąż nosiła mnie w serduszku."
niedziela, 10 stycznia 2010
Poświątecznie
Dawno nie było nic fotograficznego. Głównie dlatego, że ostatnio najczęściej fotografuję ludzi, a te zdjęcia trafiają gdzie indziej... Ale taki oto świąteczny drobiazg spotkałam ostatnio na swojej drodze - ogromnie mi się spodobał.
niedziela, 03 stycznia 2010
"Listy miłosne"
"Kochamy i tęsknimy, czekamy. Ślemy SMS-y, maile, listy. Tak różne, jak jesteśmy różni i jak różne są nasze miłości..." Właściwie nie wiedziałam, czego się spodziewać po tym zbiorze. Lista nazwisk na okładce była niezwykle zachęcająca. Nie zawiodłam się - teksty są tak różne, jak ich autorzy i tworzą bardzo ciekawą całość. Zaskoczył mnie zupełnie tekst Kuczoka, natomiast J.L. Wiśniewski napisał dokładnie tak, jak można się tego spodziewać po nim i lekturze "Samotności w sieci". Niektóre teksty budziły refleksję, inne - uśmiech. Na pewno warto sięgnąć po tę książkę, więc polecam. Bardzo niestandardowe listy miłosne... Zresztą jakie są "standardowe" w czasach, gdy prawie nikt nie pisze listów miłosnych?
wtorek, 15 grudnia 2009
Stanisław Lem "Eden"
Po początkowym braku porozumienia, objawiającym się tym, że za żadne skarby nie chciałam przeczytać "Opowieści o pilocie Pirxie" będąc jeszcze w podstawówce, zaczynam coraz bardziej doceniać jednego z najbardziej znanych polskich pisarzy. W liceum zadziwił mnie "Powrotem z gwiazd", ale podeszłam do sprawy ostrożnie, bo przecież mogła to być JEDYNA jego książka, która się dla mnie nadaje. Później przyszedł czas na "Solaris" - i tu ponownie zostałam oczarowana. Następnie mające dużo uroku "Bajki robotów"... Do pilota Pirxa nadal nie dotarłam, ale wszystko przede mną. Dziś skończyłam "Eden" (który swoją drogą trafił w moje ręce dzięki akcji bookcrossingu). I po raz kolejny zadziwił mnie geniusz i bezmiar wyobraźni Stanisława Lema. Miał bardzo specyficzny sposób pisania, jego bohaterowie mówią językiem, który dziś słyszy się bardzo rzadko. Ale najbardziej uderza jego zdolność do tworzenia nowych światów - ma się wrażenie, że mógłby je opisywać w nieskończość, wdawać się w coraz drobniejsze szczegóły i ani przez chwilę nie zabrakłoby mu pomysłów. Tak jakby patrzył na nie, gdy je opisywał, jakby istniały doskonale obmyślone i zaplanowane w jego wyobraźni. I to chyba nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. Fakt, że rozmaite opisy techniczne mogą niektórych czytelników nużyć, może również bogactwo abstrakcyjnych szczegółów chwilami przerasta wyobraźnię czytelnika - tym bardziej należałoby wtedy chylić czoła przed wyobraźnią mistrza Lema. Teraz zaś o samym "Edenie", bo w końcu o nim ta notka ;) Cóż, rajem na pewno nie jest... Eden to planeta, na której wylądowała (a raczej rozbiła się) grupa kosmonautów. Wraz z nimi poznajemy ten nowy świat, jego niezwykłości i niebezpieczeństwa, przeżywamy ich obawy, radości, rezygnację i nadzieję. Próbujemy rozwikłać zagadkę mieszkańców Edenu. Czy to się w końcu uda? Tego Wam nie zdradzę.
PS. Wpis wyjątkowo bez okładki, ponieważ mam małą obsesję na tym punkcie... Nie znalazłam w sieci zdjęcia takiej wersji okładki, w jakiej czytałam książkę, więc nie zamieszczam żadnej. Podobnie z książkami w mojej biblioteczce: jeśli czytając książkę pierwszy raz miałam ją wypożyczoną z biblioteki, a następnie postanowiłam ją kupić, to koniecznie musi to być dokładnie takie samo wydanie. Niestety czasem ciężko mi je zdobyć - do tej pory nie mam w kolekcji "Solaris" i "Żony podróżnika w czasie", bo nie znalazłam takiej wersji jak chcę... Czy ktoś jeszcze ma podobny "problem"? ;)
niedziela, 01 listopada 2009
Rafał Wieliczko "Zadra Cafe... czyli rozmyślania nad kubkiem kawy"
To niezwykła książka autorstwa Rafała Wieliczko - dziennikarza, blogera, ostatnio także pełnoetatowego taty :) Jest to zbiór felietonów, w sam raz do poczytania przy porannej kawie... Zresztą, nie będę się tu rozpisywać, bo całą recenzję możecie przeczytać tutaj. A więcej o książce TUTAJ - jest to też jedyna droga do tego, by ją kupić, ponieważ aby ominąć drogę wydawca-hurtownia-księgarnia, która podniosłaby cenę do niebotycznych rozmiarów, książka została wydana własnym sumptem przez autora, a jej dystrybucją zajmuje się główny patron medialny, czyli We-Dwoje.pl.
niedziela, 18 października 2009
Hanna Krall "Król kier znów na wylocie"
"Wszystko w życiu splata się ze sobą w zagadkowy sposób" - chyba nikt nie doświadczył tego bardziej od Izoldy Regensberg, warszawskiej Żydówki, która postanowiła ocalić swego męża, wywiezionego do obozu w Mauthausen. Jej pierwszym wielkim szczęściem miał się okazać fakt, że urodziła się bez wyrazistych semickich rysów. Wystarczyło "nowe imię i nowy kolor włosów, nowy głos, śmiech i sposób stawiania torby", by stała się Marią Pawlicką... Izolda-Maria straci całą rodzinę i via Wiedeń trafi do Oświęcimia, by znaleźć się w Berlinie jako... rasowa Niemka, a z końcem wojny jej dramatyczna odyseja bynajmniej się nie skończy. (Onet.pl) Lubię styl Hanny Krall: prosty, a przy tym tak... przekonujący. Myślę, że właśnie w taki sposób powinno się pisać o wojnie, obozach, gettcie. Bez patosu. Jak zwykły człowiek, opowiadający prosto z serca historię swojego życia.
środa, 29 lipca 2009
Poznajcie Luśkę :D
Oto Luna zwana Luśką :) Przyszły pies-terapeuta, a prywatnie nowa miłość mojej przyjaciółki :)
niedziela, 19 lipca 2009
wtorek, 14 lipca 2009
Z bliska
Planuję przywrócić blog do życia w związku z zakupem nowego sprzętu, który umożliwi robienie lepszych zdjęć :) Tzn. lepszych jakościowo, a czy pomysły też będą lepsze, to się okaże. Na początek sprawdzamy opcję makro:
poniedziałek, 04 maja 2009
|